Wojny domowe, powodzie, trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów, krew... Moje koszmary, patrzę z niedowierzaniem w kineskop... Egipt, Libia, Japonia... To sen na jawie... Łza, cóż pomoże moja łza za Światem utraconym?
Pęka szkło, tętno przyspiesza i coś się kończy: Wiara w lepszy świat...
Ostatnio już nie śni mi się Apokalipsa, ale nadal dziwne sny są ze mną.
Padał deszcz, stałyśmy przy oknie całowałaś mnie po szyi, mówiłaś o sosnach za oknem o ich zapachu, tak pięknie opisywałaś ten nocny obraz, rozmyty w kroplach, chociaż była w tym też groza, specyficzna energia biła od Twego ciała, coś jakby żądza czyjejś śmierci, nie mojej, ja czułam się przy Tobie zupełnie bezpiecznie, a jednak wiedziałam, że gdyby ktoś chciał się w naszym domu schronić przed deszczem zginął by za sprawą Twojej pięknej dłoni. Spytałaś czy byłam już na strychu, odpowiedziałam ,że się bałam, że drabinka się chybocze, a to bardzo stary dom i ,że nie wiem co zastać można na górze. Oczy Tobie zalśniły, ściągnęłaś drabinkę i weszłaś do góry, zawołałaś mnie, powiedziałaś żebym się nie bała, że są tu tylko dłonie Twoich ofiar w słoiczkach z formaliną, że mnie pragniesz, że zrobimy to tutaj...
