Chwile miałam wrażenie ,że gdzieś w pogoni za prawdą, zgubiłam siebie. Dobrze, że ten okres już za mną, nie muszę się tłumaczyć, spowiadać ze sposobu myślenia. Zdaje mi się, że ludzie przesadzają, narzekają na wszystko a jak wszystko jest dobrze to czują się winni nie wiedzieć czemu.
Zastanawiałam się dziś komu tak naprawdę ufam... Weszłam do parku myśląc ,,Kurwa zdaje mi się, że każdemu z tych drzew ufasz bardziej niż własnym przyjaciołom" Podeszłam do drzewa, dotknęłam ręką kory, palce zazieleniły się od... no właśnie przez chwilę się zastanawiałam czy to pierwotek czy może jakiś odporny porost o bliżej mi nieznanej nazwie... Spojrzałam na zamarzniętą wodę na stawku ,,Zima, Martwica, Stagnacja, Śmierć" zabrzęczało w mojej głowie na ten widok... W tym momencie dopadło mnie poczucie winy i pewien rodzaj strachu, podświadoma obawa ,, A właśnie że im ufasz, dobrze wiesz że ufasz im zbyt mocno, wiesz że zostaniesz w końcu sama a i tak to robisz, uciekasz przed prawdą ale wiesz że ufasz, nie zaprzeczaj sama sobie, mów co chcesz ale kurwa ufasz, jak idiotka, boisz się że zdradzą bo to ludzie, boisz się że uciekną bo to ludzie, boisz się że zmienią się na gorsze bo to ludzie, boisz się że staną się jak wszyscy których potępiasz, że wtopią się w tłum. Tak tego najbardziej się boisz, bardziej niż tego nawet, że kiedyś może zapomną o twoim istnieniu, a jednocześnie im cholernie ufasz bo są nie tylko ludźmi ale też przyjaciółmi, są czymś więcej dla Ciebie niż Ty dla nich, a może nie? Kochasz i ufasz jesteś cholernie dziwna, wiesz że tak już będzie, że to tak jak z Miłością do Niego, wiesz że zawsze będą ważni że wszystko wybaczysz ,a jednocześnie boisz się że są po prostu ludźmi i wykorzystają to... Oni wszyscy są jak drzewa, zawsze będą wzrastać sami, nawet w lesie i choćby nawet im się wydawało że się zmieniają to jest to tylko wzrost ku słońcu, a nie zmiana miejsca"
