Staram się być obiektywna... Gdzieś pośród tych którzy z miotaczami ognia i tych z wężami strażackimi, gdzieś tam leży prawda... Wiem w oddali jest normalność, stara prawda będąca tylko łuną wokół ogniska na jeziorze... Mistyczna granica między realnym a nierealnym... A Ty mówiłeś ,że za tym jeziorem jest Miłość, jakie to ma Teraz znaczenie?
Filiżanka mocnej kawy, to zapadnie mi głęboko w pamięć.
Serce chce popełnić samobójstwo na Twój widok, uderzając z impetem o żebra, czyli nadal nic się nie zmieniło...
Powiedz szczerze czego oczekujesz, zrobię to. Nie umiem inaczej.
Jestem niczyja. Jeśli zechcesz... Twoja. Tylko jeśli chcesz.
Kiedy widzę Twój uśmiech, mam wszystko. I nie chodzi o związek, chodzi o Wolność. Sam widzisz, nie umiemy od tego uciec...
Nikt nigdy nie zastąpi mi Ciebie, już zawsze będę niczyja albo Twoja. I kłamałam, że nie mam marzeń, mam: Zasnąć z Tobą, uciec z Tobą, umrzeć z Tobą... więcej nic.

Usłyszałam od Ciebie: ,,Zawsze pozostaje nadzieja", powiedziałam ,że jej nie mam, Ty na to że gdyby nie nadzieja byłabym martwa, nie stałabym przed Tobą... Nie wiem czy mówiłeś o śmierci tylko Duszy czy Ciała i Duszy, jeśli tylko Duszy to odeszła w pewien zimowy dzień, odpłynęła z łzami straty, rozum straciłam chwilę później, staram się go odzyskać do dziś. Tyle czasu minęło a uczucia się nie zmieniają, przygniatają wspomnienia szczęśliwych dni, a szczęścia już zaznać nie mogę bo wszystko ma już tylko tyle znaczenia, ile magia tamtych chwil, która powraca w snach. Chciała bym inaczej. Próbuję napisać wiersz o manekinach i o tym, że nie masz serca, chociaż się z tym nie zgadzam... Tęsknię jakoś dziwnie, tęsknota metafizyczna... I gonią mnie terminy i ludzie gonią do pracy, tylko po co?

Tak jak bolało wbijanie tych wszystkich sztyletów, tak ich wyciąganie też boli niemiłosiernie, ale jest szansa, że rany po wyciągniętych ostrzach się zabliźnia, a jeśli się wykrwawię... cóż powiem ,że może gdzieś jest taki świat gdzie ból nie istnieje.

Bo ten śmiech jak echo Czarta
wiatrem rozdarł moje dusze.
Otchłań przede mną otwarta
I chodź skoczyć w nią nie muszę
Pragnienie siła nieodparta,
kiedy głębię gnębią susze...
...warto i posłuchać Czarta
Oddać Mu i swoją duszę
Na szept Jego być otwartą
Chociaż wcale nic nie muszę
Miłość siła nieodpartą.
Z ramion Twoich się nie ruszę.
Łatwo napisać, łatwo też mówić, ale jak wierzyć że w początku tym jest też kres?
Jak zwykle problem z przecinkami :/
Gdybym potrafiła pisać wzniosłe i optymistyczne wiersze, to ten weekend by zaowocował tomikiem... Nie potrafię, ale w tym pamiętniku warto ten weekend uwiecznić, zaznaczyć ,że zdarza się czasem cud...
Dziękuję Tobie za śmiech, za zapach sosny, zapach róży, zapach ciała, źródło tlącej się nadzieii, ciepło, pocałunek, zainteresowanie, zaskoczenie, kilka miłych chwil i kilka miłych słów, za czułe słowa i gesty, za czuły dotyk. Dziękuje...
Aczkolwiek...

Po co mi Miłość, która rani do krwi?!
A jednak są ludzie, którym zależy na losie innych, oczywiście w ramach marzeń o zbawieniu, satysfakcji, podbudowania ego ale i tak chwała im! Nieliczni... Tacy nieliczni...
Przytul mnie.
.jpg)
A mówią że nieładnie mieć myśli złe
Trochę ich mam
Zabierz sobie ile chcesz
Za każdy błąd zapłaczę się
Później łzy podgrzeję i
Wyparują Bóg wie gdzie...
Nie umiem już próbować sił
One niech spróbują mnie
Każda sobie weźmie część
Gdy smutno mi pokruszę chleb
Później zjem za każde z nas
Nim ostatni zamkną sklep
Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans
Tak staram się nie zawieść cię
Zwodzę lecz mówią mi że
Pokuszenie to nie grzech
Swą głowę chcę zamienić bo
Może ktoś ma lepsze i
Już nie potrzebuje ich
Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans
Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans
Wojny domowe, powodzie, trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów, krew... Moje koszmary, patrzę z niedowierzaniem w kineskop... Egipt, Libia, Japonia... To sen na jawie... Łza, cóż pomoże moja łza za Światem utraconym?
Pęka szkło, tętno przyspiesza i coś się kończy: Wiara w lepszy świat...
Ostatnio już nie śni mi się Apokalipsa, ale nadal dziwne sny są ze mną.
Padał deszcz, stałyśmy przy oknie całowałaś mnie po szyi, mówiłaś o sosnach za oknem o ich zapachu, tak pięknie opisywałaś ten nocny obraz, rozmyty w kroplach, chociaż była w tym też groza, specyficzna energia biła od Twego ciała, coś jakby żądza czyjejś śmierci, nie mojej, ja czułam się przy Tobie zupełnie bezpiecznie, a jednak wiedziałam, że gdyby ktoś chciał się w naszym domu schronić przed deszczem zginął by za sprawą Twojej pięknej dłoni. Spytałaś czy byłam już na strychu, odpowiedziałam ,że się bałam, że drabinka się chybocze, a to bardzo stary dom i ,że nie wiem co zastać można na górze. Oczy Tobie zalśniły, ściągnęłaś drabinkę i weszłaś do góry, zawołałaś mnie, powiedziałaś żebym się nie bała, że są tu tylko dłonie Twoich ofiar w słoiczkach z formaliną, że mnie pragniesz, że zrobimy to tutaj...

Plątanina uczuć, chaos, pomieszanie zmysłów, zabierz mnie z tego ,,Diabelskiego młyna" Wszechmocny, błagam... Zabierz do ciszy, zabierz tam gdzie wszystko ma swój sens, gdzie cała materia i cała energia znają własne miejsce... Czy to dobra droga? Powiedz mi czy ja naprawdę od zawsze wiem dokąd zmierzam czy to tylko moja pycha? Nie chcę nikogo ranić moimi decyzjami... Doskonale wiem ,że jeśli zrobię co chcę zranię kilka istnień... Więc nie pozwól mi wybierać, bo wiesz ,że wybiorę źle.

Jak to zwykle ze mną bywa znów chorobliwa fascynacja ogarnia mój umysł... Zauroczenie.
Boją się Ciebie, jak mnie niegdyś. A ja widzę ponad wszystkimi schematami, nie mogę się skupić na niczym, co masz w sobie ,że przyciągasz moją uwagę prócz pomarańczowej aury i konspiracyjnego życia?
Coraz częściej te sny...
Dziwnie się czuję z tą świadomością, a jak by tego było mało nadal nie przestałam kochać, chciała bym znów iść, tak jak kiedyś z moim odbiciem za rękę, nie potrzebując już nikogo i niczego...
I niech spadnie ten ognisty deszcz i niech wzejdą nawet dwa Słońca, tylko bądź wtedy przy mnie ,a wszystko będzie przy Nas nieistotną fantasmagorią...
Chwile miałam wrażenie ,że gdzieś w pogoni za prawdą, zgubiłam siebie. Dobrze, że ten okres już za mną, nie muszę się tłumaczyć, spowiadać ze sposobu myślenia. Zdaje mi się, że ludzie przesadzają, narzekają na wszystko a jak wszystko jest dobrze to czują się winni nie wiedzieć czemu.
Zastanawiałam się dziś komu tak naprawdę ufam... Weszłam do parku myśląc ,,Kurwa zdaje mi się, że każdemu z tych drzew ufasz bardziej niż własnym przyjaciołom" Podeszłam do drzewa, dotknęłam ręką kory, palce zazieleniły się od... no właśnie przez chwilę się zastanawiałam czy to pierwotek czy może jakiś odporny porost o bliżej mi nieznanej nazwie... Spojrzałam na zamarzniętą wodę na stawku ,,Zima, Martwica, Stagnacja, Śmierć" zabrzęczało w mojej głowie na ten widok... W tym momencie dopadło mnie poczucie winy i pewien rodzaj strachu, podświadoma obawa ,, A właśnie że im ufasz, dobrze wiesz że ufasz im zbyt mocno, wiesz że zostaniesz w końcu sama a i tak to robisz, uciekasz przed prawdą ale wiesz że ufasz, nie zaprzeczaj sama sobie, mów co chcesz ale kurwa ufasz, jak idiotka, boisz się że zdradzą bo to ludzie, boisz się że uciekną bo to ludzie, boisz się że zmienią się na gorsze bo to ludzie, boisz się że staną się jak wszyscy których potępiasz, że wtopią się w tłum. Tak tego najbardziej się boisz, bardziej niż tego nawet, że kiedyś może zapomną o twoim istnieniu, a jednocześnie im cholernie ufasz bo są nie tylko ludźmi ale też przyjaciółmi, są czymś więcej dla Ciebie niż Ty dla nich, a może nie? Kochasz i ufasz jesteś cholernie dziwna, wiesz że tak już będzie, że to tak jak z Miłością do Niego, wiesz że zawsze będą ważni że wszystko wybaczysz ,a jednocześnie boisz się że są po prostu ludźmi i wykorzystają to... Oni wszyscy są jak drzewa, zawsze będą wzrastać sami, nawet w lesie i choćby nawet im się wydawało że się zmieniają to jest to tylko wzrost ku słońcu, a nie zmiana miejsca"
